Witam, na początek chcę bardzo przeprosić że nie było mnie dosyć długo ;3
Wiecie jak to jest z nauką i tak dalej ...Dzisiaj natomiast znalazłam chwilę czasu i napisałam dość krótki ale myślę że ciekawy fragment z "pamiętnika" naszych ulubieńców.
Nie ukrywam że pisanie go zajęło mi dość długo czasu, gdyż mam wyłamanego palca wskazującego i trudno jest mi pisać środkowym ;D
Cóż..
żeby nie przedłużać dopowiem tylko że bardzo cieszą mnie poprzednie komentzrze i dziękuję bardzo za dawanie siły i weny do nowych rozdziałów.
OBY TAK DALEJ ;)
___________________________________________________________________________________
Siedziałem w korytarzu. Miałem lekko przymrużone oczy.
Z niecierpliwością czekałem na lekarza który na upór złemu nie przychodził już od trzech godzin.
Chrzanić to.
Wstałem i wszedłem do sali Harry'ego. Usiadłem na małym stołku obok jego łóżka. Westchnąłem cięzko po czym ni z tego ni z owego zacząłem mówić sam do siebie...A może nie. Nie.
Mówiłem do niego..
- Hazz.. przepraszam, to wszystko moja wina. Mogliśmy od razu jechać do tego jebanego studio.. Elka sama przyjechałaby autobusem. A najlepiej wogóle..-zmarszczyłem delikatnie brwi
-Nie gniewaj się na mnie..Harry, dobrze wiesz że nie chciałem .. Miało wyjść inaczej...Może powinienem wtedy jechać wo.....- mój monolog przerwał mi telefon Harryego który nagle wydał charakterystyczny dźwięk sms-a. Korciło mnie żeby odczytać jego treść ale postanowiłem że poczekam aż Harry się obudzi.
Na szczęście tylko spał.
*
Jest druga nad ranem. Mój sen przerwał Harry, który nie spał już od kilku minut i cicho płakał. Szybko podniosłem głowę i przecierając dłonią twarz popatrzyłem na niego.
- Harry?- nie usłyszałem odpowiedzi więc powtórzyłem głośniej jego imię
-Harry?!
- Lou... Ja... - wyglądało na to że zaciął się w zdaniu. Trzymał swoją kartę wyników. Wziąłem niepewnie świstek do ręki.
Przez kilka minut analizowałem co się na niej znajdowało. Nie znałem choroby która przypadła Stylesowi, ale wiem że chodziło o nerkę.
-Louis...ja potrzebuję nowej nerki... ja muszę...- Harry cicho jąkał się mówiąc to zdanie
-Harry...tu jest napisane że w ostatecznym wyjściu..
-Nie! Nie! ja musze mieć!- Westchnąłem cicho. Harry jak zwykle wszystko wyolbrzymiał.
- A co jak umre? hmm? Louis! Co z koncertami? Z fankami? Z zespołem?- patrzy na mnie smutno
Zaśmiałem się cicho pod nosem i pogładziłem jego policzek.
- Hazzuś...Nie martw się...Poradzimy sobie bez ciebie. - Wyszczerzyłem zęby, Harry uśmiechnął się przez co zrobiło mi się trochę lżej.
Po chwili przyszła pielęgniarka chcąc zaaplikować mojemu przyjacielowi kolejną partię leków.
Po lekarstwach Harry znów zaczął marudzić. Czułem się jak niańka.
-...Louis a kiedy przyjdzie moja mama?
- Harry nie wiem..
- A chłopaki mnie odwiedzą?
- Raczej tak Hazz
- A gdzie jest El?
- Już w domu..
- A Louis.....- przerwałem mu delikatnie zdenerwowany
- Harry zamknij sie już! Jestem zmęczony...- uniosłem delikatnie ton głosu. Sekundę później spuściłem głowę bo Harry jak małe dziecko z zaszkolnymi oczyma odwrócił się na drugą stronę łóżka i zaczął cicho płakać.
- Hazz...przepraszam.- usiadłem na brzegu łóżka- Harry..
- Dlaczego zawsze przerywasz mi jak chcę powieedzieć Ci coś ważnego? Dlaczego nigdy nie dasz dokończyć mi zdania któro jest najważniejsze? Dlaczego Eleanor?!!!!- wydarł się jak idiota. Uniosłem brwi i przez chwilę myślałem dlaczego powiedział o Elce. Może to przez te lekarstwa? ..Cóż nie wiem, ale przytuliłem go delikatnie. Styles objął mnie i płacząc cicho szepnął
- Ja umre Louis
- Harry nie dramatyzuj...
-Louisssss...-zaszlochał cicho
Pogładziłem jego loki i oparłem brodę o jego głowę
- Będzie dobrze Styles... A jak będzie trzeba to oddam ci tą nerkę....
___________________________________________________________________________________

Boskie *-* Czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuń